Ogień
powoli dogasał w kominku, choć jego ciepło wciąż rozchodziło
się po drewnianym, ubogim domu na uboczu miasta. Wysoki, smukły
mężczyzna wstał niechętnie, po czym dorzucił drwa do kominka.
Zza jego pleców wychylił się równie smukły chłopiec,
spoglądający na poczynania ojca z ciekawością. Ilraen Mercuto.
Mój przyjaciel.
Nazywam
się Erius Fort i naprawdę się boję. Boję się wielu rzeczy, choć
nie jestem przecież tchórzem. Sam Ilraen to powiedział. Być może
nie posuwam się do tak karkołomnych wyczynów, jak on – nie
potrafię wspiąć się na dach jego domu, wyjść w nocy do lasu.
Uznał jednak, że jestem odważny. I to bardzo, skoro ośmielam się
mu sprzeciwiać i przerywać jego brawurowe, niebezpieczne przygody.
Ja po prostu sądzę, że taka powinna być moja rola. Ktoś powinien
chronić Ilraena, a tym kimś chciałbym być ja.
Boję
się powrócić do domu, do ojca. Znów na mnie nakrzyczy, znów
podniesie na mnie rękę. Dowiedział się o mojej przyjaźni z
rodziną Ilraena. Uważa to za hańbę, jako iż to właśnie przodek
Ilraena spowodował tragedię dla rodu ognia. Niech mówi, co chce.
Rodzina Ilraena jest dużo więcej warta, niż on. Nie chcę tam
wracać, tu jest najlepiej.
Boję
się chwili, w której Ilraen doczeka wieku dwudziestu pięciu lat.
To będzie koniec. Umrze, jak każdy z jego rodziny, kto naznaczony
został dziedzictwem. Jego ojciec zbliża się nieubłaganie do tego
przeklętego wieku. W jego oczach dostrzegam związany z tym strach,
ale również coś na kształt pokory. Pogodził się ze swoim losem.
Bardziej to czuję, niż wiem. Jestem lepszym obserwatorem, niż
myślą.
Ilraen
chwycił ojca za ramię i odprowadził od kominka. Wpatrywał się w
niego swymi przenikliwymi oczyma. O co znów chce zapytać? Znam go
na tyle, że wiem, iż coś go teraz trapi.
-Tato,
w jaki sposób można zwrócić rodzinie ognia należną jej pozycję?
Jakiż
on mądry. Nie interesują go jedynie harce i bezmyślne wygłupy.
Słucham w napięciu. Mnie także nurtuje to pytanie.
-W
jaki sposób? - westchnął mężczyzna. - Obawiam się, że nie ma
takiej możliwości. Los tej rodziny przypieczętowała nasza
przodkini. Popełniła niewybaczalny z perspektywy innych występek.
Jego efekty są widoczne po dziś dzień…
Spojrzał
na syna ze smutkiem.
-Nie
myśl nad tym. Idź się lepiej pobawić.
Wzrok
Ilraena dobitnie świadczy o tym, że się nie podda. Podziwiam jego
upór. Szczerze mówiąc, ja sam nie mam pomysłu, w jaki sposób
można pogodzić ród ognia zresztą królestwa. Czy to się da w
ogóle zrobić?
-Zobaczysz,
że to możliwe – odparł Ilraen, jakby potrafił czytać w moich
myślach. - Sam tego dokonam.
Minęliśmy
matkę mojego przyjaciela, Ashiyę, oraz jego siostrę, Nukę. Wzrok
Nuki staje się zimny, ilekroć na nas spogląda. Mimo sympatii, jaką
darzę rodzinę Mercuto, wolałbym nie mieć z Nuką zbyt wiele do
czynienia.
Cieszę
się, że Ilraen ma wiele zapału. Jakiekolwiek będą jego
poczynania, i tak go poprę. Nawet, gdybyśmy mieli zmierzyć się z
całym królestwem. A kto wie, czy do tego kiedyś nie dojdzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz