piątek, 26 czerwca 2015

Rozdzial 1

Ogień powoli dogasał w kominku, choć jego ciepło wciąż rozchodziło się po drewnianym, ubogim domu na uboczu miasta. Wysoki, smukły mężczyzna wstał niechętnie, po czym dorzucił drwa do kominka. Zza jego pleców wychylił się równie smukły chłopiec, spoglądający na poczynania ojca z ciekawością. Ilraen Mercuto. Mój przyjaciel.
Nazywam się Erius Fort i naprawdę się boję. Boję się wielu rzeczy, choć nie jestem przecież tchórzem. Sam Ilraen to powiedział. Być może nie posuwam się do tak karkołomnych wyczynów, jak on – nie potrafię wspiąć się na dach jego domu, wyjść w nocy do lasu. Uznał jednak, że jestem odważny. I to bardzo, skoro ośmielam się mu sprzeciwiać i przerywać jego brawurowe, niebezpieczne przygody. Ja po prostu sądzę, że taka powinna być moja rola. Ktoś powinien chronić Ilraena, a tym kimś chciałbym być ja.
Boję się powrócić do domu, do ojca. Znów na mnie nakrzyczy, znów podniesie na mnie rękę. Dowiedział się o mojej przyjaźni z rodziną Ilraena. Uważa to za hańbę, jako iż to właśnie przodek Ilraena spowodował tragedię dla rodu ognia. Niech mówi, co chce. Rodzina Ilraena jest dużo więcej warta, niż on. Nie chcę tam wracać, tu jest najlepiej.
Boję się chwili, w której Ilraen doczeka wieku dwudziestu pięciu lat. To będzie koniec. Umrze, jak każdy z jego rodziny, kto naznaczony został dziedzictwem. Jego ojciec zbliża się nieubłaganie do tego przeklętego wieku. W jego oczach dostrzegam związany z tym strach, ale również coś na kształt pokory. Pogodził się ze swoim losem. Bardziej to czuję, niż wiem. Jestem lepszym obserwatorem, niż myślą.
Ilraen chwycił ojca za ramię i odprowadził od kominka. Wpatrywał się w niego swymi przenikliwymi oczyma. O co znów chce zapytać? Znam go na tyle, że wiem, iż coś go teraz trapi.
-Tato, w jaki sposób można zwrócić rodzinie ognia należną jej pozycję?
Jakiż on mądry. Nie interesują go jedynie harce i bezmyślne wygłupy. Słucham w napięciu. Mnie także nurtuje to pytanie.
-W jaki sposób? - westchnął mężczyzna. - Obawiam się, że nie ma takiej możliwości. Los tej rodziny przypieczętowała nasza przodkini. Popełniła niewybaczalny z perspektywy innych występek. Jego efekty są widoczne po dziś dzień…
Spojrzał na syna ze smutkiem.
-Nie myśl nad tym. Idź się lepiej pobawić.
Wzrok Ilraena dobitnie świadczy o tym, że się nie podda. Podziwiam jego upór. Szczerze mówiąc, ja sam nie mam pomysłu, w jaki sposób można pogodzić ród ognia zresztą królestwa. Czy to się da w ogóle zrobić?
-Zobaczysz, że to możliwe – odparł Ilraen, jakby potrafił czytać w moich myślach. - Sam tego dokonam.
Minęliśmy matkę mojego przyjaciela, Ashiyę, oraz jego siostrę, Nukę. Wzrok Nuki staje się zimny, ilekroć na nas spogląda. Mimo sympatii, jaką darzę rodzinę Mercuto, wolałbym nie mieć z Nuką zbyt wiele do czynienia.

Cieszę się, że Ilraen ma wiele zapału. Jakiekolwiek będą jego poczynania, i tak go poprę. Nawet, gdybyśmy mieli zmierzyć się z całym królestwem. A kto wie, czy do tego kiedyś nie dojdzie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz